Aktualności

100 LAT ZOFII WAWRZYNOWICZ

24.04.2009

Z okazji jubileuszu, na urodziny z tortem i szampanem, przybyła liczna rodzina i przyjaciele. Wśród niej znani muzycy spokrewnieni z jubilatką – rodzina Pospieszalskich, muzykolog Wanda Malko.

Jubilatce życzenia 200 lat złożyli też prezydent Tadeusz Wrona, przewodniczący Rady Miasta Piotr Kurpios, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Eugeniusz Marchewka, przedstawiciele Wojewody Śląskiego i Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Prezydent Tadeusz Wrona oprócz kwiatów i listu gratulacyjnego od premiera Donalda Tuska tradycyjnie przekazał pieniężny upominek. 

Jubilatka długo opowiadała prezydentowi dzieje swojego bogatego życia, a także historię swojej rodziny, m.in. Nepomucena Pośpieszalskiego – weterana Powstania Styczniowego. Mówiła o II wojnie światowej, kiedy pracowała jako sanitariuszka, o powojennej Częstochowie, o przyjaźniach ze znanymi muzykami. 
Pani Zofia wciąż bardzo wiele czyta, chętnie rozmawia, przyjmuje gości. Od kilku lat zdrowie nie pozwala jej jednak na wychodzenie z domu.  
Pytana o receptę na długie życie wspomina eksperymenty ojca, który po przerwaniu studiów medycznych w Paryżu przywiózł do kraju bardzo modną metodę hartowania dzieci. Polegała  na tym, że niemowlaka wyjmowało się z pieluch i wrzucało do śniegu. Później intensywne wycierano i kąpano w bardzo ciepłej wodzie. I tak codziennie rano przez jedną zimę...
 

Wspomnienia jubilatki Zofii Wawrzynowicz


Zofia Wawrzynowicz z domu Grandys urodziła się 25 kwietnia 1909 we Włocławku na Kujawach. Początkowo rodzice Aleksander i Józefa zamieszkiwali w domu dziadków Pauliny i Nepomucena Pośpieszalskiego – weterana Powstania Styczniowego. Po 2 latach przeprowadzili sie do Krzepic, gdzie ojciec przy pomocy dziadka Piotra Grandysa, późniejszego burmistrza Krzepic otworzył gabinet felczerki. W Krzepicach Zofia rozpoczęła naukę w szkole podstawowej.

Po przeprowadzce do Częstochowy w 1922 roku cała rodzina zamieszkała przy Alei Najświętszej Maryi Panny 35, a ojciec podjął pracę w przychodni lekarskiej Kasy Chorych na Stradomiu. W tym okresie pani Zofia kontynuowała naukę w Gimnazjum i Seminarium Tebuszównej w Częstochowie. Właśnie w tym Gimnazjum odkryła w sobie zamiłowanie do muzyki, które z latami przekształciło się w fascynację i stało sie celem jej życia. Mając 18 lat poznała przyszłego męża – Tadeusza Wawrzynowicza, który po studiach w klasie skrzypiec u prof. Zdzisława Jahnkego w Konserwatorium Poznańskim i studiach uzupełniających w Wiedniu powrócił do Częstochowy i rozpoczął działalność koncertową i pedagogiczną w Szkole Muzycznej swojego ojca Ludwika.

Ludwik Wawrzynowicz po raz pierwszy przyjechał do Częstochowy w 1902 roku zaproszony przez rajców miejskich do objęcia dyrygentury chóru Lutnia. Po 2 latach Ludwik  Wawrzynowicz za zgodą władz carskich otworzył w Częstochowie pierwszą szkolę muzyczna. Właśnie z tymi okolicznościami wiążą sie obchodzone niedawno uroczystości 100-lecia szkolnictwa muzycznego w Częstochowie. 

26 grudnia 1928 roku Zofia Grandys i Tadeusz  Wawrzynowicz pobrali, a uroczystości zaślubin odbyły się w Kościele św. Jakuba. Pierwsze lata małżeństwa pani Zofia poświęciła dalszej nauce gry na fortepianie, a wejście do domu przepojonego atmosfera muzyki pozwoliło jej na poznanie znanych muzyków, którzy często odwiedzali ich dom rodzinny. W tym okresie życie muzyczne w Częstochowie rozkwitało, a rodzina  Wawrzynowiczów była niczym magnes ściągający wielu kompozytorów, wirtuozów i pedagogów z całej Polski. W 1935 roku pani Zofia skończyła szkołę Muzyczną w klasie fortepianu u prof. Ludwika Wawrzynowicza z pozytywnymi recenzjami popisu końcowego. 
W tym samym roku, mąż pani Zofii objął stanowisko dyrygenta Chóru Jasnogórskiego i razem z żoną przeprowadzili się na 5 lat do klasztoru. Okres ten poświeciła dalszemu doskonaleniu techniki gry na fortepianie oraz rozpoczęła udzielanie pierwszych prywatnych lekcji. W 1936 umarł ojciec pani Zofii, a matka wraz 4 młodszymi braćmi jubilatki przeprowadziła się na ul. Dąbrowskiego 56. 

Właśnie w tym mieszkaniu pani Zofia przeżyła najcięższe momenty okupacji – Był jesienny wieczór 1943 roku. Do mieszkania na II pietrze wpadli gestapowcy. Przyszli aresztować najstarszego brata Henryka, działacza AK, który uprzedzony o wsypie dwa dni wcześniej zdążył się wyprowadzić. Zastali tylko Zofię i jej 63-letnią matkę. Nastąpiła brutalna rewizja. Niemcy nie czekając na otwarcie szafek i drzwiczek wyłamali je bagnetami, a zawartość wyrzucili na podłogę. Szukali broni, ulotek i prasy podziemnej, ale nic nie znaleźli. Dowódca gestapowców, kapitan oświadczył, że w zastępstwie brata aresztuje Zofię. W mieszkaniu stało pianino, a ana otwartym pulpicie leżały nuty. Gestapowiec podszedł do pianina, przejrzał nuty i zapytał: „kto tu gra?” Zofia odpowiedziała, że ona. Niemiec wybrał nuty Impromptus nr 3 Ges-dur Schuberta, rozsiadł się w fotelu i kazał grać. To mówiąc, że jest po C-moll patetyczny. Zapytał, czy Zofia to zagra. „Zdawałam sobie sprawę, że jest to bardzo trudny technicznie utwór, którego jeszcze w pełni nie opanowałam. Byłam spięta, ale starałam się opanować nerwy, że być może ważą się losy mojego życia. Jednak sonatę wykonałam bezbłędnie. Na koniec gestapowiec zapytał, czy mogę zagrać jakiś utwór Chopina. Pomyślałam, że być może jest to prowokacja, bo granie Chopina w czasie okupacji było zabronione. Ale ostatecznie zagrałam Nokturn Des-dur, który ostatnio ćwiczyła z uczennicami na tajnych lekcjach muzyki – wspominała Jubilatka.
Muzyka spowodowała, że w zasłuchanym gestapowcu obudził się „człowiek”. Niemiec odstąpił od aresztowania, elegancko zasalutował i wręcz przeprosił za najście. Matka pani Zofii po wyjściu gestapowców długo stała w szlafroku – blada, prawie sparaliżowana. Okazało się, że cały czas stała na pliku ulotek, które zauważyła w ostatniej chwili i zasłoniła jej szlafrokiem. „Tego wszystkiego nie da się opisać, ani opowiedzieć, to trzeba było przeżyć” – powiedziała pani Zofia. 
Z aresztowanych w obławie tego wieczora nikt żywy nie wrócił do domu.

Podobny tragiczny epizod przeżyła Jubilatka w pierwszych dniach wojny – tylko, że za sprawa polskich żołnierzy. Rodziny Wawrzynowiczów i Grandysów, jak większość Polaków początek wojny zastał w ucieczce na wschód, pod Warszawą spotykali się z bratem Henrykiem, który wyrwał się z okrążenia w lasach złotopotockich. Niemcy zbliżali się do Warszawy, a wszędzie panował chaos i chorobliwa podejrzliwość wszechobecnych szpiegów. Henryk, na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności podejrzany był o szpiegostwo, a sąd polowy – chociaż brakowało jednoznacznych dowodów – skazał go na rozstrzelanie. Zofia błagała oficerów o uniewinnienie brata, ale ci oświadczyli, że w czasie wojny lepiej poświęcić 10 niewinnych niż puścić jednego szpiega. Nikt oprócz rodziny nie mógł wiarygodnie potwierdzić wiarygodności oskarżonego. Egzekucja przeciągała się, bo Zofia zasłaniała swoim ciałem brata i żołnierze nie mogli jej odciągnąć. W tym momencie pojawił się mąż pani Zofii z 2 oficerami, którzy potwierdzili, że znają rodzinę  Wawrzynowiczów z Częstochowy jako patriotyczną i zaświadczenie Tadeusza doprowadziło do uniewinnienia brata Zofii. Tych tragicznych chwil pani Zofia nigdy nie zapomni.

Po upadku Powstania Warszawskiego do Częstochowy skierowano duże transporty wysiedleńców lokując ich w barakach na terenie przyległym do dzisiejszej Alei Jana Pawła II. Pani Zofia włączyła się do pomocy wykonując czynności sanitariuszki, dostarczając żywność i ubrania. Stan psychiczny i fizyczny wysiedleńców wymagał dużej troski – pani Zofia poświęcając wiele dni i nocy uznawała tę działalność za obowiązek patriotyczny.

Tymczasem wojna dobiegała końca i mąż pani Zofii mocno zaangażował się w reaktywowanie szkolnictwa muzycznego w Częstochowie. Kolejno powstawały nowe formy organizacyjne, aż ostatecznie została powołana Państwowa Szkoła Muzyczna I i II Stopnia, dyrektorem której został prof. Tadeusz Wawrzynowicz. Pani Zofia podjęła pracę pedagoga w klasie fortepianu i włączyła się równbież w tworzenie Ogniska Muzycznego z możliwością nauki przedszkolaków. Jeszcze w okresie okupacji poznała wybitną wokalistkę Marię Modrakowską. To ona odkryła w pani Zofii talent śpiewaczy. Prof. Modrakowska po wojnie podjęła pracę w Państwowej Szkole Muzycznej w Częstochowie obejmując klasę śpiewu solowego. Jej praca bardzo szybko przyniosła efekty. Juz w latach 1947-48 kilkakrotnie odbywały się prezentacje wokalistek, wśród których występowała również pani Zofia. Przygoda z wokalistyką trwała jeszcze kilka lat, ale Zofia zdecydowała się na dalsze pogłębianie gry na fortepianie. Być może przyczynkiem do tej decyzji był wyjazd Marii Modrakowskiej na stałe do Krakowa. 

Z początkiem lat 50-tych pani Zofia rozpoczęła dalsze studia u prof. Szafranka w klasie fortepianu w Konserwatorium Muzycznym w Katowicach. Tych kilka lat studiów, pod okiem tak wybitnego pedagoga pozwoliło jej na poznanie wielu tajników technicznych, interpretacyjnych gry na fortepianie. Wszystkie te nowości przeniosła na grunt swojej pracy. 

Z początkiem lat 60-tych pojawiły się pierwsze kłopoty ze zdrowiem, a potem zawał. Po krótkiej rekonwalescencji wróciła do pracy w Szkole Muzycznej. Intensywnie włączała się do nietypowego przedsięwzięcia, jakim było wystawienie opery - baśni L. Wawrzynowicza „Baba Jaga” z librettem Janiny Porazińskiej. Przedsięwzięcie z uwagi na zakres jak i możliwości organizacyjne szkoły było śledzone przez całe środowisko muzyczne Częstochowy. Premiera odbyła się 23 kwietnia 1964 roku na scenie Teatru Dramatycznego im. Adama Mickiewicza i zakończyła się wielkim sukcesem. Pani Zofia do dziś wspomina, że to wydarzenie uważa, za jedno z ważniejszych w jej życiu. 

W życiu miała dwie pasje: muzykę i rodzinę. Los tak zrządził, że Zofia i Tadeusz nie mogli mieć dzieci. Pamięta, że od najmłodszych lat, jako najstarsza z rodzeństwa prawie matkowała swym młodszym braciom. 
Do dziś z rozrzewnieniem wspomina wspólne wyjazdy do sanatorium w Nałęczowie z bratem Henrykiem, który organizował dla kuracjuszy liczne wieczory literackie, przedstawiając i komentując swoje wiersze oraz fraszki. W młodości brat Henryk odnosił liczne sukcesy kolarskie w barwach Viktorii, rysował, grał na skrzypcach, pisał felietony do radia. 
Troskliwą opieką pani Zofia objęła również młodszego brata Mieczysława, zasłużonego pracownika przemysłu szklarskiego, budowniczego huty szkła na Wyczerpach, hut szkła Jarosław i Orzesze. Zmożony ciężką chorobą cieszył się jej opieka do ostatnich swoich dni. Dziś panią Zofią opiekuje się jego syn Zbigniew. 
Brat Wacław zginął tragicznie 4 września 1939 jako ppor-pilot – dowódca bombowca szturmowego „Karaś”. Ciężko ranny w czasie walk nad szosą piotrkowską spłonął w samolocie w czasie lądowania na polowym lotnisku w Kamieniu, koło Radomia. Był absolwentem Gimnazjum im. H. Sienkiewicza, założycielem harcerstwa wodnego w Częstochowie. Od dziecięcych lat chciał zostać marynarzem, ale ostatecznie skończył szkołę Orląt w Dęblinie.
Najmłodszy z braci Edmund, uczeń Gimnazjum im. Romualda Traugutta jako ochotnik i junak Przysposobienia Wojskowego dostał się do niewoli po okrążeniu 7 Dywizji Piechoty w lasach pod Złotym Potokiem. Całą wojnę spędził w stalagu, po wojnie założył rodzinę, doczekał się 2 dzieci, ale trudy niewoli niemieckiej nie dały mu długiego życia.

Ciężkie przeżycia okresu okupacji odbiły się bardzo mocno na zdrowiu pani Zofii. Przeżyła drugi zawał i ostatecznie ze względu na stan zdrowia musiała zrezygnować z pracy pedagogicznej i w roku 1963 przeszła na rentę. W 1964 umarła jej matka, a w 1985 mąż Tadeusz.

Pomimo, że dożyła pięknego jubileuszu cały czas walczy z licznymi chorobami. Wszyscy pytają jaka jest recepta na długie życie. Po namyśle pani Zofia mówi – Że być może eksperymenty ojca, który po przerwaniu studiów medycznych w Paryżu przywiózł do kraju bardzo modną metodę hartowania dzieci. Polegała ona na tym, że niemowlaka wyjmowało się z pieluch i wrzucało do śniegu. Później następowało intensywne wycieranie i kąpiel w bardzo ciepłej wodzie. I tak codziennie rano, i tak przez okres jednej zimy. Ojciec metodę tę wypróbował tylko na małej Zofii, bo matka kategorycznie zabroniła tak hartować kolejne dzieci, twierdząc, że to barbarzyństwo. Ale życie wykazało, że chyba coś w tym jest.
 

Materiał zebrał Z. Grandys
do góry strony