Facebook NK Rss Dodaj do ulubionych Youtube Istagram

Aktualności

17 kwietnia 2018
Sołtys
[zdjęcie aktualności]

Mylicie się jeśli sądzicie, że będzie to wywiad z najlepszym sołtysem w regionie częstochowskim. To rozmowa z zespołem, który od roku pojawia się na lokalnej, offowej scenie muzycznej. Skąd wzięła się jego nazwa? Przeczytajcie.

Magda Fijołek: Rozwiejmy na początku wątpliwości, co do nazwy zespołu. Żaden z Was nie jest sołtysem?

Jakub Sołtysik: Nie. To moja ksywka, która z kolei wzięła się od mojego nazwiska. Przezwisko, które jest ze mną już od dawna. Początkowo go nie lubiłem, odbierałem jako coś uwłaczającego, ale w końcu dostrzegłem jej siłę i zacząłem powszechnie używać.

W pełni to rozumiem, sama mam nietypowe nazwisko i podobne podejście.

Robert Czech: A ja się po prostu cieszę, że jest to polska nazwa, na dodatek brzmi swojsko i rodzi pytania.

Czy nazwa zespołu określa również Waszą muzykę? Gracie folk?

JS: Zdarza się. Są w niej elementy folkowe.

RS: Gramy przede wszystkim rocka połączonego z bluesem i pop-em.

JS: Chcielibyśmy, aby każda nasza piosenka brzmiała inaczej, jednocześnie utrzymując nasz styl.

Po prostu mieszacie style…

JS: Tak, choć nie jest to zamierzone z góry.

RS: Wszystkie pomysły przynosi Kuba. Jest liderem grupy. Na próby przychodzi z wizją piosenek, a my się do tego dostosowujemy. Wierzymy w niego i jego muzykę. Czasami dyskutujemy i dochodzimy do wersji, która nas zadowala.

W takim razie, co Cię inspiruje Kuba?

JS: Najprościej mówiąc życie. Chcę, aby moja muzyka wyzwalały w ludziach, jakieś uczucia. Piosenki wychodzą ze mnie same. To, że powstają po polsku i angielsku, to też nie jest zamierzone. Po prostu czuję, że ta piosenka będzie napisana w takim języku, a inna w drugim. Duże znaczenie ma też to, na jakiej gitarze gram, a mam ich kilka. Dlatego inspiracji jest dużo, tym bardziej, że przez całe swoje życie słuchałem różnej muzyki, skakałem po stylach.

Tworzysz w domu, czy na próbach?

RC: Zdarza się, że na próbie Kubie wpadnie do głowy jakiś riff, a my z perkusistą tworzymy brzmienie dalej. To zadziwiające, ale najlepiej tworzy nam się na kanapie w sali prób „Enklawa”.

A co spowodowało, że zespół powstał? Jesteście przecież dojrzałymi mężczyznami, każdy z jakimś dorobkiem i każdy z Was pracuje w różnych zawodach.

JS: Długi czas, mieszkałem zagranicą, w końcu wróciłem i postanowiłem też wrócić do muzyki na poważnie. Zawsze grałem, ale nie na serio. Znalazłem sobie skład, zupełnie inny niż teraz mamy, i zaczęliśmy sobie w „Enklawie dźwięku” pogrywać dla przyjemności. Najpierw były to covery. Aż pewnego dnia stanąłem za mikrofonem i zacząłem śpiewać. To było w 2016 roku.

RC: Wtedy zwróciłem na to uwagę, bo zabrzmiało interesująco.

JS: Zagrałem i zaśpiewałem swoją piosenkę, i to sprawiło, że zacząłem tworzyć następne. Przynosiłem je na próby, a one nakręcały nas do dalszego działania, a ja mam wrażenie, że te piosenki wciąż ze mnie wychodzą. W tym czasie zmienił się nasz skład. Najdłużej jest w nim Robert, z którym najlepiej się rozumiemy.

Czy to oznacza, że jesteście w fazie rozwoju czy też macie już skład stały?

JS: Póki co stały, chociaż wciąż się testujemy.

Zaistnieliście po raz pierwszy na jesieni ubiegłego roku, kiedy wygraliście przegląd częstochowskich kapel…

RC: To był totalnie spontaniczny występ. Trochę dla zgrywy. Byłem pewien, że przegląd wygrają nasi koledzy z zespołu „Krzywe Nogi”. Ku naszemu zdumieniu, wygraliśmy my. To zadziałało na nas motywująco. Wtedy stwierdziliśmy, że skoro innym się podoba nasza muzyka, to trzeba grać.

Co od tamtego momentu się zdarzyło?

JS: Cały czas nagrywamy nowe kawałki. Na razie dojrzewamy do nagrania płyty.

Czego możemy się spodziewać po Waszym kwietniowym koncercie?

RC: Graliśmy już jeden koncert, po nim wiele osób dręczyło mnie, kiedy zagramy kolejny. I to jest właśnie odpowiedź na ich prośby oraz prezentacja szerokiego spectrum naszej twórczości.

JS: Będą zarówno nowe, jak i te, które już są znane. Zapraszamy do Klubu Stacherczak 20 kwietnia.